Dzieciaki

Suwalszczyzna – Sumowo, czyli tydzień aktywnych, rowerowych wakacji nad jeziorem

Suwalszczyznę upodobaliśmy sobie jako cel naszych rowerowych wakacji i tym razem wybraliśmy się wspólnie z dziadkiem Andrzejem, który na rowerze spędza praktycznie cały rok, do miejscowości Sumowo, położonej na obrzeżach Wigierskiego Parku Narodowego. Planując urlop, szukamy miejsca jak najbliżej łona natury, z dala od zgiełku i tłoku, miejsca w którym będziemy mogli aktywnie spędzić czas i na rowerze zwiedzić okolicę. Tym razem padło na Sumowo i domek położony z jednej strony na uboczu miejscowości, a z drugiej dość blisko samego jeziora. Domek ma już swoje lata, ale jest bardzo zadbany i przede wszystkim posiada przepiękny ogród, miejsce na ognisko, huśtawkę i nawet stół do ping-ponga. Nasza piątka czuła się w nim nader komfortowo, a sądzę, że jest w stanie pomieścić spokojnie do 8 osób.

Ale najważniejszym aspektem tego miejsca, który zapewnił nam udany urlop, była własna plaża, z dwoma pomostami, rowerem wodnym i kajakiem. Wystarczy tylko zejść nad jezioro i za furtką mamy do dyspozycji piękną plażę z trawniczkiem wypielęgnowanym, jak zresztą wszystko, przez przemiłych właścicieli.

Korzystaliśmy z uroków kąpieli w jeziorze Dmitrowo niemal codziennie. Woda jest czyściutka, można poskakać z pomostu i bawić się na całego, a naprawdę najfajniejsze jest to, że na plaży jesteśmy zupełnie sami, nie niepokojeni przez kogokolwiek. Tam można na pewno odpocząć i zapomnieć o codzienności.

Okolica na rower jest wprost wymarzona ponieważ lokalne drogi w wielu miejscach są już wyremontowane, a czasami wystarczy zjechać między pola, aby rozkoszować się widokiem wznoszącego się bociana, a są ich tam tysiące

albo pasącego się konika, który jest ciekawski i chętnie by się z nami przywitał.

Tosia i Jaś kręcili dzielnie w ten upalny, sierpniowy dzień, choć Jasiowi było zdecydowanie łatwiej ponieważ jechał na lekkim rowerze dla dzieci. Jasiek dawał z siebie wszystko na mniejszym rowerku, żeby tylko nadążyć za swoją siostrą, no ale skoro jedziemy na obiad, to nie ma co, motywacja jest podwójna. Zauważyliśmy jednak, że musi się nakręcić i najwyraźniej warto pomyśleć o kolejnym, większym lekkim rowerze dla dzieci w rozmiarze 20 cali. Zrobiliśmy się głodni i tym razem zdecydowaliśmy się skosztować lokalnych frykasów, a uwielbiamy polską kuchnię, w restauracji prowadzonej przez Koło Gospodyń Wiejskich Trojaczki, znajdującej się w Gibach. Warto było czekać, a tłok był niemiłosierny. Widać, że fama poszła w eter i zjeżdżają się tam ludzie z całej okolicy. Trzeba poczekać w sezonie trochę dłużej, aby otrzymać porcję wyśmienitych kartaczy, soczewiaków lub placków ziemniaczanych z sosem kurkowym. Dania są wyśmienite i przygotowywane na bieżąco. Czekając na swoją kolej, dosłownie pożeraliśmy wzrokiem talerze naszych sąsiadów, a dzieciaki dostały dodatkowy kompot żeby nawodniły się porządnie po kilometrach rowerowej wycieczki. Swoją drogą restauracja prowadzona przez koło gospodyń wiejskich to świetna inicjatywa społeczna. Zajedziemy tam na pewno przy pierwszej nadarzającej się okazji. Jeśli natomiast nie macie zbyt wiele czasu, pyszne potrawy regionalne zjecie również w barze przy sklepie w Gibach. Dodatkowo sam sklep oferuje również sękacze, mrowiska, a nawet gorące kartacze oraz przede wszystkim smalec. Lepszego trudno szukać, skosztujcie i na pewno nie pożałujecie.

Po obiedzie musieliśmy chwilę odpocząć, zanim wyruszyliśmy w drogę powrotną, ale na szczęście sernik na deser podniósł wszystkim poziom cukru i do Sumowa kręciło się nam nader przyjemnie:)

A w Sumowie, jak zwykle trenowaliśmy skoki do wody (dmuchane rękawki są niezawodne i dają ogromną frajdę dzieciakom, choć zawsze trzeba mieć sytuację pod kontrolą) i badaliśmy podwodny świat fauny i flory naszego jeziora.

Mamy naprawdę sporo szczęścia do pogody, co w Polsce nie jest regułą, i kolejny dzień na Suwalszczyźnie przywitał nas bezchmurnym niebem. Po śniadaniu wyruszyliśmy dalej na rowery, aby eksplorować okolicę i sprawdzić, co kryje się za kolejnym zakrętem.

Z górki szło nam znakomicie i po raz kolejny chcieliśmy wykręcić fajną pętelkę, ale upał dawał się nam jednak we znaki. Wycieczka w pełnym słońcu, pomimo całkiem chłodnego poranka, szybko pozbawiła nas sił, więc zdecydowaliśmy się na powrót do bazy. Naprawdę nie ma co się upierać i warto dostosować wycieczkę rowerową do panujących warunków. Nic na siłę, to przecież urlop.

Postanowiliśmy zatem wybrać się na przejażdżkę Wigierską Kolejką Wąskotorową. Fajna atrakcja dla dzieci, ale sami też cieszyliśmy się na tę okoliczność. Woda i kanapki spakowane, emocje sięgały zenitu, bo przecież taka ciuchcia potrafi śmigać, że hej. Rozsiedliśmy się „wygodnie” w ostatnim wagonie i nie zdążyliśmy nawet ruszyć, a nasza przygoda już dobiegła końca:)

Kolejka się wykoleiła na samym starcie i nawet najtęższe umysły nie były w stanie ustawić lokomotywy na właściwy tor. Trudno, spróbujemy na pewno następnym razem.

Po południu skorzystaliśmy z naszej plaży i wzięliśmy się za łowienie rybek, choć popołudniowa flauta nie pozwoliła na skuteczny połów:)

Chwilę wcześniej popływaliśmy naszym rowerem wodnym po jeziorze i pościągaliśmy się z dziadkiem Andrzejem w jego kajaku. Dostał fory i wygrał z nami w cuglach:)

A wieczorkiem, gdyż już zrobiło się znacznie chłodniej, nastał czas ogniska i pieczonych kiełbasek oraz pianek i zdaje się, że dzieci nie przepadają za podwawelską na rzecz gorących słodyczy:)

Czarną Hańczą spływamy właściwie co roku, więc i tym razem nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności. Rzeka jest przepiękna, biegnie pośród lasów i łąk. Płyniemy zawsze z prądem i każdy znajdzie dystans odpowiedni dla siebie. Dla rodzin z dziećmi w zupełności wystarczy ten krótszy, ale zawsze można się też umówić na odbiór z wybranego miejsca. Oferta spływów jest ogromna i elastyczna. Kajaków w weekend pływa zawsze sporo i czasami robi się nawet tłok, ale wystarczy tylko kilka machnięć wiosłem, aby uciec do własnej strefy ciszy.

Tydzień zleciał nam w okamgnieniu i zdecydowanie chętnie wrócimy jeszcze kiedyś do Sumowa. Spędziliśmy tam wspaniałe, aktywne wakacje. Zwiedziliśmy okolicę, pojeździliśmy na rowerach i doszliśmy do wniosku, że Jasiek potrzebuje większego lekkiego roweru dla dzieci. Szukaliśmy dość długo alternatywy i finalnie zdecydowaliśmy się na model KUbikes w rozmiarze 20 cali, a nasz wybór i motywacje opisałem w tym osobnym wpisie. Mam nadzieję, że będzie dla Was pomocny, bo lekki rower dla dzieci to pełnia możliwości i frajda dla samych dzieciaków, ale i dorosłych.

Zapraszamy do odwiedzenia naszego rowerowego profilu na Facebooku oraz YouTube.

Jestem aktywnym rowerowym Tatą, żyję każdym dniem i doceniam to co mam i cieszę się z małych rzeczy. Chcę aby dzieciaki miały najlepsze możliwe dzieciństwo, pełne aktywności fizycznej, aktywnego poznawania świata bez telefonów, tabletów i social media. Pracuję nad tym każdego dnia. Poza tym założyłem z przyjacielem serwis rowerowy i promujemy lekkie rowery dla dzieci bo sprzęt robi niesamowitą różnicę. Uwielbiam rower i uważam, że aktywność fizyczna poprawia nasz komfort fizyczny i psychiczny i mam nadzieję, że miło się Wam czyta moje wpisy:)

Leave a Reply

%d bloggers like this: