Dzieciaki

Wakacje na Podlasiu, sielanka w krainie mlekiem płynącej

Drugi tydzień wakacji, w pierwszej połowie sierpnia, spędziliśmy w tym roku na Podlasiu, a dokładnie w Pensjonacie Stajnia Lisewo, któremu w pierwszej kolejności należy się kilka akapitów wstępu, ponieważ był to jeden z naszych najlepszych urlopów ostatnimi czasy i samo miejsce miało w tym duży udział, a w fotograficznym skrócie wyglądało to tak:

Każdego dnia Antosia ćwiczyła dwukrotnie na koniku o imieniu „Chmurka”, z rana budził nas żurawi klangor, a spać szliśmy przy akompaniamencie bocianiego klekotu. Zdarzyło nam się też spotkać liska, a nawet borsuka, sporo sarenek czmychało w zarośla i ogromne ilości żab uciekały w popłochu, głównie przed Jaśkiem. Do widoku krów na każdym kroku zdążyliśmy przywyknąć, ale przepiękne i potężne konie w naszym pensjonacie robiły na nas wrażenie każdego dnia. Co ciekawe, spora część stada spędza większość sezonu zupełnie swobodnie na ogromnej łące, którą dane nam było odwiedzić, dzięki uprzejmości Pana Wiktora. Sami właściciele są bardzo, ale to bardzo mili, pomocni i kompletnie nie narzucający się, a co najważniejsze, znają się na koniach jak mało kto. To widać, słychać i czuć. Sam pensjonat jest nader zadbany, wszędzie jest bardzo czysto i można czuć się zupełnie swobodnie, zjeść świeże jabłko z drzewa, rozpalić ognisko i delektować się kompletnym odseparowaniem od cywilizcji. Do dyspozycji jest ogromny teren z zadaszoną altaną, sporo ławek, huśtawka i miejsce na ognisko. Na miejscu można zamówić również posiłki, więc komfort jest absolutny. Mieliśmy dodatkowe szczęście, ponieważ przez kilka dni byliśmy tam zupełnie sami:)

Kierujemy się od dawna zasadą, że pierwszy tydzień urlopu spędzamy w większym, kilkurodzinnym gronie, wynajmujemy duży dom z dala od cywilizacji, koniecznie z placem zabaw i dużą działką, aby dzieciaki mogły się wybiegać. Miejsce na piłkę, badmintona i siatkówkę też jest mile widziane. Wtedy wszystko samo się robi,

ale że już w drugim tygodniu zależy nam na czymś zupełnie odwrotnym. Chętnie separujemy się od „tłumów” i we własnym gronie, przeważnie z dziadkiem Andrzejem, odpoczywamy na łonie natury w, a jakże, rowerowym towarzystwie.

Tym razem padło na Podlasie i trzeba przyznać, że tak wspaniałego urlopu, w tak znakomitych okolicznościach przyrody i miejscu, z dala od najmniejszego zgiełku, nie przeżyliśmy chyba nigdy wcześniej. Przy okazji spełniliśmy również marzenie Antosi, która kocha ostatnimi czasy konie, więc w Pensjonacie Stajnia Lisewo mogła się wyszaleć i nauczyć anglezowania pod czujnym okiem Pana Wiktora i Pani Oli.

Okolica jest wprost bajkowa, do Jeziora Rajgrodzkiego mieliśmy kilka minut rowerem (spacerkiem na spokojnie też można dojść), więc zdarzyło nam się również pobawić w łowienie ryb i wszystkim darowaliśmy życie, ale na złotą się niestety nie doczekaliśmy:)

Wyskoczyliśmy również na grzyby, ale las był suchy i zbiór nader ubogi, choć i na to znaleźliśmy sposób. Każdą wycieczkę rowerową kończyliśmy przejeżdżając tą samą drogą przez las, więc zachomikowaliśmy sporo kurek, które zebraliśmy w dniu wyjazdu. Jajecznica po powrocie smakowała wyśmienicie:)

Pogoda (jak co roku zresztą) dopisała, więc upalne dni spędzaliśmy na Plaży Skrzypki i nie będę się tutaj za bardzo rozpisywał, rzućcie okiem sami:

Takich miejsc nad podlaskimi jeziorami jest coraz więcej: skoszona trawa, piaszczysta plaża i dno jeziora, siłownia, plac zabaw, wieża widokowa, duże zadaszone altany, nowy pomost i czysta, ciepła woda. Od naszego pensjonatu to dosłownie rzut beretem, 5 km na rowerze pokonywaliśmy w trymiga, zajeżdżając jeszcze uprzednio do sklepu na lody, a najbliższy spożywczak znajdziecie w miejscowości Borzymy. Co ciekawe, tuż przed plażą w Skrzypkach jest jeszcze jedno miejsce przygotowane pod namioty, z niezłym boiskiem do siatki i piłki nożnej. W weekend zjeżdżali się tam liczni wielbiciele noclegu pod gołym niebem. Infrastruktura robi robotę.

Jeżdżąc do Borzym napotkaliśmy po drodze kilka cmentarzy z Pierwszej Wojny Światowej, więc odwiedziliśmy każdy z nich, aby wyjaśnić dzieciakom historyczne niuanse m.in dlaczego obok siebie byli pochowani żołnierze polscy, niemieccy i rosyjscy. Fajnie, że takie miejsca są odrestaurowywane i ktoś ma świadomość, że jest to nasza historia i tożsamość, o którą należy dbać. Do tego krzyże z mosiądzu, mające ponad sto lat robiły ogromne wrażenie.

A po drodze widoczki mieliśmy, że hej! Oj piękna to kraina i na szczęście nie tak tłoczna w sezonie, więc spotkanie turystów na szlaku jest wydarzeniem wręcz wyjątkowym i fajnie jest czasami przybić z kimś „pionę” w locie!

Skoro mówimy o łonie natury, to Jasiek uratował kilka żab! Przed samym sobą najwyraźniej też:)

a już spotkania z kombajnem nie mogliśmy sobie darować! Skubany był jednak strasznie szybki, aż Jaśka zamurowało:)

Dwukrotnie skorzystaliśmy z samochodu, aby zajrzeć najpierw do Grajewa i odwiedzić Muzeum Mleka. Multimedialna atrakcja jest zdecydowanie godna polecenia, warto tam zajrzeć, aby dowiedzieć się, z czego składa się mleko, ile jest hodowanych krów w Polsce (2 miliony!) i rozwiązać quiz z nagrodami! Fajna atrakcja dla dzieciaków, ale i dorosłych, więc jeśli będziecie w pobliżu, koniecznie zajrzyjcie do Grajewa i Muzeum Mleka. Szkoda tylko, że w barze mlecznym nie można niczego zamówić, bo choćby przysłowiowa szklanka mleka byłaby idealnym zwieńczeniem zwiedzania. Nagroda quizowa musiała wystarczyć dzieciakom.

Poza tym okazuje się, że w Grajewie można z dzieciakami aktywnie spędzić czas nie tylko w muzeum, ale również na świeżym powietrzu. Park Solidarności prezentuje się wybornie nie tylko na zdjęciach, a na miejscu znajdziemy pumptrack, miasteczko ruchu drogowego, ogromny plac zabaw, mnóstwo zadbanej przestrzeni i nawet knajpkę z goframi. Całe szczęście, że zabraliśmy ze sobą rowery Tosi i Jasia:)

To naprawdę miłe zaskoczenie, a do tego na Podlasiu jest coraz więcej miejsc, w których można się aktywnie poczuć jak ryba w wodzie, a my, trochę przez przypadek, idealnie połączyliśmy przyjemne z pożytecznym. Fart w życiu się przydaje:)

Poza Grajewem odwiedziliśmy również Ełk i tam już wszyscy zabraliśmy ze sobą rowery, aby objechać Jezioro Ełckie, zjeść lody oraz finalnie wpaść gdzieś na miejscu na obiad. Ełk żyje swym jeziorem, a w dodatku bulwarami wiedzie świetna rowerowa ścieżka, więc początek trasy mieliśmy wyborny.

Przy okazji weszliśmy na wieżę widokową aby rzucić okiem na okolicę

Dalej objeżdżaliśmy jezioro od strony południowej i zboczyliśmy trochę z trasy na lody i kawę. Wzmocnieni potężną dawką cukru, kręciliśmy dalej taką oto ścieżką rowerową

aby później wbić się na asfalt (tutaj mała dygresja: żywe kolory rowerów są bardzo widoczne na drodze, więc naprawdę polecamy takie właśnie żywe barwy dzieciakom, bezpieczeństwo bąbelków jest najważniejsze! TO NAPRAWDĘ „ROBI ROBOTĘ”), i przejechać nad rzeką Ełk na szuter wiodący wzdłuż ogródków działkowych do miejscowości Chruściele.

Tam znowu wjechaliśmy na asfalt (nowa ścieżka rowerowa była już w budowie), pokonaliśmy spore wzniesienie i znowu wbiliśmy się na piękny kawałek ścieżki (tylko dlaczego nadal trzeba budować z kostki zamiast wygodnego, równego i trwalszego asfaltu?)

a potem już nad samym jeziorem mogliśmy znowu poczuć się blisko natury, tylko uwaga na bobry!:)

Przejechaliśmy obok ruin zamku i po minięciu zabytkowego mostu wjechaliśmy znowu na bulwary,

więc nagroda musiała być! Wjechały lody, przepyszne, jedne z lepszych jakie jedliśmy, w lodziarni Lody z Sercem (musicie koniecznie spróbować, a śmietankowe mango wymiatają). Na obiad polecamy restaurację po sąsiedzku, czyli Między Wierszami (pyszne jedzenie w przystępnych cenach i widać, że to miejsce tętni życiem).

Na koniec wycieczki chcieliśmy jeszcze odwiedzić Muzeum Kolei Wąskotorowej, ale akurat tego dnia było zamknięte, więc postanowiliśmy wrócić do naszego pensjonatu i nie spóźnić się na lekcje jazdy konnej pod okiem Pana Wiktora. Kolej Wąskotorowa nam nie ucieknie i odwiedzimy muzeum następnym razem, a namiastkę mogliśmy poczuć na własnej skórze, dnia następnego podczas naszej wycieczki na gofry do Słodkiej Chatki w Sypitkach (całkiem smaczne), gdzie kolejka wąskotorowa wiodąca z Ełku kończy swą trasę. Zwrotnica nie dała się przestawić, więc Jasiek próbował swych sił jako lokomotywa:)

Na miejscu w Lisewie już czekała na nas, a właściwie na Tosię, Chmurka i Pani Ola,

a na Janka wesołe towarzystwo do zabawy w sianie:)

Jeśli chodzi o gastronomię to na miejscu polecamy restaurację Kalinka w Kalinowie, gdzie zjecie świeże, smaczne dania w rozsądnych cenach. Strawa podawana jest bardzo szybko (tak, znamy pytania w stylu: a kieeedy będzie obiad:)?), a sama obsługa to również mocna strona lokalu. Nie ma tłoku ponieważ lokal jest trochę na uboczu i wszyscy wybierają Chatę Rybaka, która naszym skromnym zdaniem jest trochę przereklamowana, choć serwowane dania wyglądają bardzo apetycznie.

Tydzień zleciał nam w trymiga i już tęsknimy za Podlasiem. Spędziliśmy w Pensjonacie Stajnia Lisewo wyjątkowy czas, odpoczywając i ładując baterie na kompletnym odludziu w towarzystwie pięknych koni, bocianów i żurawi. Na pewno niedługo tam wrócimy ponieważ same tereny są wyborna na wycieczki rowerowe z dziećmi. Teren jest w miarę płaski (na pewno dużo bardziej niż Kaszuby czy Suwalszczyzna), zróżnicowany (lasy, jeziora, łąki i pola) i naprawdę bardzo zadbany. Zmiany na polskiej wsi widać gołym okiem, co nas niezmiernie cieszy. A jeśli chodzi o rowerowe tripy to jednego dnia udało nam się wspólnie pobić rekord i wykręciliśmy aż 46km! Rowerki KUbikes radzą sobie świetnie w terenie, a geometria ramy sprawia, że dzieciaki mają nad nimi pełną kontrolę i mogą wykorzystać również pełnię możliwości sprzętu. Jasiek (lat 6) śmiga obecnie na modelu KUbikes 20S TRAIL, a Antosia na KUbikes 24S DISC, które możecie nabyć internetowo na naszej stronie www.bajkids.pl lub stacjonarnie w Warszawie przy ul. Częstochowskiej 2. Jeśli macie jakieś pytania, służę pomocą pod nr tel 500 477 482.

Zapraszamy również do polubienia i śledzenia naszego rowerowego profilu na Facebooku https://www.facebook.com/bajkids oraz profilu YouTube. Wasze lajki i komentarze pomogą nam w kolejnych relacjach, a już niedługo wybieramy się kamperem nad Jezioro Garda i wyścigi F1, więc będzie się działo!!!:)

Pozdrawiamy i do zobaczenia na rowerowym szlaku!

PS. natknęliśmy się w okolicy na dwie rowerowe ciekawostki, które nie za bardzo wiemy, jak wyjaśnić, zatem prosimy o Wasze „poprawne odpowiedzi” w komentarzach:)

Jestem aktywnym rowerowym Tatą, żyję każdym dniem i doceniam to co mam i cieszę się z małych rzeczy. Chcę aby dzieciaki miały najlepsze możliwe dzieciństwo, pełne aktywności fizycznej, aktywnego poznawania świata bez telefonów, tabletów i social media. Pracuję nad tym każdego dnia. Poza tym założyłem z przyjacielem serwis rowerowy i promujemy lekkie rowery dla dzieci bo sprzęt robi niesamowitą różnicę. Uwielbiam rower i uważam, że aktywność fizyczna poprawia nasz komfort fizyczny i psychiczny i mam nadzieję, że miło się Wam czyta moje wpisy:)

Leave a Reply

%d bloggers like this: