fbpx
Dzieciaki

Jezioro Garda na rowerach z dziećmi – wspaniałe wakacje w Italii

Jezioro Garda na rowerach z dziećmi czas start! Wszyscy gotowi? Zapinamy pasy i lecimy nad Gardę!

Nasz, a właściwie pożyczony od przyjaciół (raz jeszcze dzięki Aga/Wojtek!), kamper to aż 7-mio osobowy Fiat Ducato rocznik 95. Od dwóch dni jest zapakowany po same brzegi, rowery pospinane, torby zataszczone. Wszystko mamy ze sobą (no prawie wszystko:) zatem w drogę. Ruszamy nad Gardę! Ahoj przygodo! Jedziemy na rowerowe wakacje życia. Jezioro Garda na rowerach z dziećmi czas start!

Wyjeżdżamy z Warszawy w sobotę rano, aby dotrzeć do miejscowości Riva del Garda, położonej na północnym wybrzeżu jeziora Garda, już w poniedziałek, i móc jak najdłużej cieszyć się górskim/jeziornym/śródziemnomorskim klimatem. Następnie chcemy przenieść się bliżej toru Monza (Autodromo Nazionale di Monza), gdzie wisienką na torcie ma być, rozgrywany w kolejny weekend, wyścig Formuły 1, a kibicujemy Maxovi Verstappenowi z Red Bulla (choć lubimy również Ferrari). Przed nami 1500 kilometrów do celu, więc gaz do dechy:)

Przed samym wyjazdem sporo czytaliśmy/oglądaliśmy relacji i staraliśmy się przygotować do wyprawy jak najlepiej. W naszym przypadku wiele dzieje się jednak spontanicznie i „szyjemy” na bieżąco. Tak po prostu jest najciekawiej i nigdy nie ma nudy! Zresztą długofalowe planowanie z dzieciakami zawiera w sobie raczej dość elastyczne ramy, niż precyzyjny plan skrojony od A do Z. Może ktoś tak potrafi, my preferujemy aktywny styl dowolny. Tym bardziej, że kamperem jedziemy pierwszy raz w życiu:) C’est la vie.

Pierwszy kamping w drodze nad Gardę

znajdujemy w drodze, używając aplikacji eurocampings (dość pomocna, ale wszędzie najlepiej i tak zadzwonić) już w Niemczech, pod Dreznem. To piękne miasto, nazywane Florencją nad Łabą, ale niestety, nie mamy kompletnie czasu na zwiedzanie. Cel jest jeden, Riva del Garda, a mamy do pokonania jeszcze ponad 900 km, więc wszystko inne nie ma znaczenia. Liczy się tylko Italia!

W niedzielę dojeżdżamy pod same Alpy i udaje nam się wybłagać miejsce na Campingu Brugger am Riegsee. Okazuje się, że w Bawarii zaczęły się właśnie ferie i dosłownie wszystko jest zajęte. Naprawdę nie jest źle! Korzystamy z pogody i siuuup do wody:)

Mamy zatem przedsmak Gardy. Choć to, co spotkamy we Włoszech jest taką petardą, że żadne niemieckie klimaty nie mogą się równać. Aczkolwiek, ciekawostka z Bawarii jest też taka, że ze względu na brak wolnych miejsc na campingu, przemiła Pani w recepcji pozwoliła nam zatrzymać się w rewirze zasadniczo niedozwolonym dla kamperów. Sama też stwierdziła, że zasady są po to, by je łamać. Czyli jednak ten Ordnung nie zawsze muss sein, i to lubimy:) Rano szybkie śniadanko i w drogę.

Docieramy nad Jezioro Garda – Bon Giorno!

W poniedziałek pozostaje nam zaledwie około trzystu kilometrów do celu. Przebitka przez górzystą Austrię i słynny przesmyk Brennero. Jest naprawdę stromo i trzeba zachować szczególną ostrożność, a Ducato wyrywa się nosem do przodu i sunie z górki jak dzikie:)

Hamulce dostają ostro w kość, ale nasz kamper dzielnie daje radę, rocznik 95 to bardzo udany model! Wprawdzie w środku mogłoby być ciut ciszej, ale darowanemu koniowi…

W sumie dość szybko pokonujemy Austrię i wjeżdżamy do Italii. A tam oczywiście również strome zbocza i włoski styl jazdy, Mamma mia! Bon Giorno! Trochę musieliśmy się poprzepychać na wąskich, górskich serpentynach. No ale 3,5 tony robią swoje i możemy przecież na osobówki patrzeć z góry:) Na jak!

Finalnie meldujemy się w Rivie w porze lunchu. Wcześniej telefonicznie przez dwa dni szukamy dogodnego miejsca na camping i w końcu trafiamy naprawdę idealnie. Moc grup fejsbukowych działa, z polecania wydzwaniamy Camping Bavaria i udaje się nam znaleźć wolne miejsce, i to jakie! Z jednej strony mamy bezpośrednie wyjście na miasto. Z drugiej ścieżkę rowerową wiodącą wzdłuż samego nabrzeża, plażę, knajpkę, jezioro i góry. Wszystko, czego nam potrzeba na wyciągnięcie ręki, a może nawet więcej.

Nieźle, prawda!? To jednak zdecydowanie mało powiedziane i trudno znaleźć słowa oddające klimat tego raju na ziemi. Najczystsze jezioro we Włoszech, położone w Alpach wysokich na ponad 2 kilometry, klimat iście śródziemnomorski (oliwki, kiwi, granaty, cytrusy na drzewach), rowerowych szlaków multum. Na każdym kroku klimatyczne restauracje i miejscowość tętniąca życiem, a okolica wieczorami jakby zapadająca w wakacyjną fazę chill-outu. Cisza, spokój, a do tego cały ogrom możliwości aktywnego spędzania czasu. Zarówno góry, jak i jezioro wykorzystywane są w sposób wręcz perfekcyjny.

Jezioro Garda na rowerach – na miejscu mamy dosłownie wszystko

Deski na każdą okazję: kite, surfing, supy, kajaki, promy, szlaki piesze, wycieczki w każdym kierunku (także po samym jeziorze). Wszechobecne rowery (głównie elektryki), winnice, wodospady, ściany wspinaczkowe, trasy trekkingowe, widokowe i jakie sobie tylko można wymarzyć, no i oczywiście pizzę i pastę! Od razu dodam, że my tam jeszcze wrócimy, oj taaaak, prędzej niż później! Tym bardziej, że do Bergamo można dostać się tanimi liniami, a stamtąd do Gardy mamy dosłownie rzut beretem. Jezioro Garda na rowerach to zatem nie taka trudna sprawa.

Chwilę zajmuje nam zbieranie szczęk z podłogi. Choć byliśmy już wielu miejscach robiących spore wrażenie i zwiedziliśmy w swoim życiu pół Europy, to wszystko jest bez znaczenia. Jezioro Garda, a w szczególności jego północne, górskie wybrzeże to istny eden. Trzeba korzystać ile wlezie. Wsiadamy na rowerki i robimy zapoznawczą rundkę wzdłuż wybrzeża. Trzeba wreszcie skosztować włoskich lodów (ale dlaczego nie ma z automatu?:) i rozejrzeć się co nie co po okolicy.

Są na świecie rzeczy i miejsca, o których się filozofom nie śniło, a nam się zamarzyła kąpiel w jeziorze, więc dawaj w pedał, szybki powrót, kąpielówki na swoim miejscu i hop do jeziora. Choć z tym hop to lekka przesada.

Woda tego popołudnia wydawała się niezbyt ciepła, więc po kilku minutach zaczęło się strzelanie zębami. Na brzegu było już za to ciepło i bardzo przyjemnie. Siedzieliśmy dość długo na trawiastej plaży, a dzieciaki budowały zamki z kamieni:) No tak, bo brzeg i dno jeziora są usłane kamieniami i warto zabrać ze sobą odpowiednie obuwie chroniące stopy. Nam wystarczyły zwykłe klapki, choć wypełzanie z jeziora na jego brzeg wyglądało w naszym wykonaniu dość dziwacznie, no ale zdecydowanie nie byliśmy w tym osamotnieni.

Jezioro Garda na rowerach – Potem mieliśmy już wszystko z górki

ponieważ dzieciaki, po tak intensywnym dniu, zasnęły w oka mgnieniu, więc tata mógł wybrać się na rowerowy/wieczorny rekonesans po okolicy i zobaczyć, w którą stronę będziemy kręcić następnego dnia. Nocna jazda asfaltem, na skraju jeziora w kierunku Malcesine to była spora przyjemność, ponieważ wieczorami ruch na drodze jest znikomy i naprawdę fajnie można tamtędy pokręcić, pamiętając o dobrym oświetleniu. Limone sul Garda, miejscowość słynąca z cytrusów, widziana z drugiego brzegu jeziora prezentuje sią nader zacnie. Do obu misteczek można dotrzeć promem, kursującym z Rivy kilkukrotnie w ciągu dnia, a są i rejsy całodniowe obejmujące praktycznie całe jezioro. Na większość z nich można zabrać na pokład również rowery.

A kolejnego dnia naszego tripu nad Jezioro Garda na rowerach wypuściliśmy się do miejscowości Arco, o czym możecie przeczytać w kolejnym wpisie TUTAJ.

BAJKIDS.PL POLECAMY SIĘ!

Zapraszamy również do polubienia naszego profilu FB https://www.facebook.com/bajkids oraz profilu YouTube. Wasze lajki i komentarze będą dla nas pozytywnym sygnałem do dalszych rowerowych tripów. Jeśli bylibyście zainteresowani KUbajkami, a szczerze jest to, naszym obiektywnym zdaniem, lider wśród lekkich rowerów dla dzieci, choć jeszcze w Polsce nie tak znany jak np. Woom, zapraszamy do naszego sklepu internetowego https://bajkids.pl/, gdzie na hasło „rowerowedzieciaki” otrzymacie 3% zniżkę na wszystkie rowery!

Pozdrawiamy i do zobaczenia na rowerowym szlaku!

Jestem aktywnym rowerowym Tatą, żyję każdym dniem i doceniam to co mam i cieszę się z małych rzeczy. Chcę aby dzieciaki miały najlepsze możliwe dzieciństwo, pełne aktywności fizycznej, aktywnego poznawania świata bez telefonów, tabletów i social media. Pracuję nad tym każdego dnia. Poza tym założyłem z przyjacielem serwis rowerowy i promujemy lekkie rowery dla dzieci bo sprzęt robi niesamowitą różnicę. Uwielbiam rower i uważam, że aktywność fizyczna poprawia nasz komfort fizyczny i psychiczny i mam nadzieję, że miło się Wam czyta moje wpisy:)

3 komentarze

Leave a Reply

%d bloggers like this: